Słońce – dar życia dla ludzi i naszej planety.  W naszej strefie klimatycznej jest, ale ciągle wydaje się nam za mało. Więc w czasie wakacji, dodatkowo plażujemy się na: poprawę humoru i na przetwarzanie witaminy D3. Róbmy to z głową i umiarem. Bo jak donoszą najnowsze opracowania, zabezpieczaliśmy się filtrami przed promieniowaniem UV, które jest degradujące, przyspiesza starzenie się naszej skóry, inicjuje powstawanie niektórych  nowotworów skóry, tworzy szpecące przebarwienia.

Ale okazało się, że znane nam i demonizowane promieniowanie UV stanowi tylko 10% energii emitowanej prze słońce . Nie mamy na chwilę obecną zabezpieczeń przed całą elektromagnetyczną działalnością słońca, która jak się okazuje stanowi  energię podczerwoną, silnie działająca na starzenie się ludzkiej skóry.  Wychodząc na słońce musimy o tym pamiętać i mieć świadomość, iż kosmetyk, nawet z filtrem SPF 50 zabezpiecza naszą skórę przed zmianą koloru, natomiast nie do końca przed destrukcją DNA i przyspieszonym działaniem wolnych rodników.

 

Każda kosmetyczka ze szkoły kojarzy przykład kierowcy tira, który każdego dnia, około południa przemierzał tą samą trasę. Jego lewy policzek, od strony drzwi, przez kilka lat był wystawiony na działanie słońca. Patrząc na zdjęcie poniżej, widać gołym okiem, jak nastąpił proces starzenia się. Dwie różne połówki twarzy.

Więc mając na uwadze najnowsze badania i mając świadomość, że kremy z filtrem nie zabezpieczają nas przed działaniem podczerwieni słońca – ograniczajmy swoją ekspozycję. Temat myślę, że aktualny, bo mamy możliwość podróżowania przez cały rok i często w nasze zimowe miesiące, lecimy się doświetlać. Jak najbardziej, tylko nie w godzinach południowych i pamiętając,  że kremy z filtrem stanowią tylko 10% ochrony przed starzeniem się skóry.